Clexane ciąża siódma.

Clexane ciąża siódma.

Po czterech latach spokojnego życia, znaczy spokojnego – o ile pojawienie się dziecka wywróciło je do góry nogami, ale oczywiście w pozytywnym aspekcie, znowu zaszłam w ciążę. To nie była planowana ciąża, nie do końca, gdyż brałam to po uwagę, zastanawiałam się, w końcu jestem coraz starsza. Jednak nie byłam jeszcze gotowa, ani psychicznie, zawodowo i  fizycznie – trochę się zaniedbałam, nie brałam kwasu foliowego itp… Jedynie chcąc poprawić wygląd skóry i włosów przez jakiś czas brałam tabletki ze spiruliną – podobno to najzdrowszy pokarm.

Generalnie byłam w miarę zdrowa, oczywiście poza samą nerwicą – miałam dwa przypadki ataku podczas stresu. W lutym 2013 roku zrobiłam sobie badania z powodu powiększonego węzła chłonnego na szyi. Odczuwałam również dziwny ucisk w gardle, trochę taki lekki ból, jakbym miała tam jakąś „gulę”. Internistka zbadała mnie i stwierdziła, że nic nie widzi. Dostałam skierowanie na podstawowe badania i do laryngologa. Laryngolog po dokładnym badaniu stwierdziła, ze wszystko w porządku, poza chorymi zatokami, z którymi regularnie mam problem, zwłaszcza wczesną wiosną. Przepisała mi leki przeciwzapalne. Badania generalnie wyszły mi w porządku, poza poziomem TSH, który był lekko powyżej normy, być może dzięki lekom przeciwzapalnym poprawiło mi się „gula” i powiększony węzeł zniknęły. Internistka kazała jedynie skontrolować za jakiś czas poziom TSH.

Mam taki charakter że lubię wszystko wiedzieć i do lekarzy także mam ograniczone zaufanie, w końcu to tylko ludzie więc zaczęłam intensywnie szukać informacji na temat chorób tarczycy. Wyczytałam, że moje wyniki TSH nie są najlepsze, gdyż w moim wieku powinnam mieć maksymalnie na poziomie 2 oraz, że może to być subkliniczna niedoczynność tarczycy – hasimoto. Po trzech miesiącach powtórzyłam badania i TSH obniżyło się do 3,5 czyli mieściło się już w normie.

Po pozytywnym teście ciążowym poszłam na usg by upewnić się, że jestem w ciąży. Na wizycie lekarz powiedział, że na razie jest pusty pęcherzyk płodowy, w dodatku trochę spłaszczony. Zadzwoniłam do innego lekarza – znajomego mojego taty, niestety był na jakiejś konferencji, czy coś w tym rodzaju, więc opowiedziałam mu przez telefon wyniki badań. Stwierdził iż trzeba czekać, „czy poronię czy nie”?????

Nie wiedziałam co robić. To był piątek, a w niedzielę w nocy miałam jechać na tragi na tydzień za granicę. Firma w której pracuje wystawia się tam co roku. Niestety było za późno na szukanie zastępstwa. Musiałam zaryzykować. Bałam się, że poronię na miejscu, zwłaszcza że nie miałam clexane, i co wtedy? Ktoś mógłby pomyśleć, że jestem nie czuła, gdyż  myślę o pracy a nie o dziecku, jednak po tylu poronieniach które przeszłam, już się trochę znieczuliłam. Niespełna rok wcześniej na rutynowej corocznej wizycie u ginekologa dowiedziałam się że poroniłam i znowu przeszłam zabieg czyszczenia pod narkozą. To było już szóste poronienie.

Ponieważ nie było czasu na wizytę u lekarza który prowadził moją pierwszą ciążę, postanowiłam zrobić coś sama. Zakupiłam w aptece acard, gdyż gdzieś przeczytałam iż poza rozrzedzaniem krwi pomaga w prawidłowym zagnieżdżeniu się jajeczka. Pojechałam na targi no i na szczęcie nic się nie stało.

Po powrocie do domu od razu zgłosiłam się do lekarza nie czekając na termin (zwykle około miesiąca). Lekarz spojrzał na wynik usg i powiedział żeby powtórzyć. Niestety  u niego w gabinecie nie ma aparatu do tego badania, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością, generalnie to mnie nie martwiło bo jest jednym z najlepszych ginekologów w Polsce. Po kilku dniach powtórzyłam więc usg i lekarz wykonujący badanie powiedział że wszystko jest w porządku, że ciąża rozwija się prawidłowo. Byłam szczęśliwa i jednocześnie trochę zła, że lekarz prowadzący od razu nie przepisał mi clexane jak poprzednio. Poszłam z wynikami do niego z powrotem. Założył mi książeczkę ciąży i zlecił podstawowe badania. Zapytałam czy nie przepisze  mi zastrzyków z heparyny, a on dopiero wtedy zajrzał w moją kartę dokładnie i stwierdził że nie widzi potrzeby. Zdębiałam. Jak to????? Przecież grozi mi poronienie, zapytałam. Lekarz stwierdził, że nie miałam stwierdzonej choroby autoimmunologicznej tylko przeciwciała w granicach normy i że prawdopodobnie była inna przyczyna, bo przecież jedną ciążę donosiłam. Mówię mu, że przecież brałam zastrzyki, a on na to że może mój organizm odrzuca płeć żeńską, bo udało mi się donosić syna. Jakaś paranoja, pomyślałam. Skąd może to wiedzieć. Ciekawe czy gdyby chodziło o życie jego dziecka bądź wnuka tez by sobie tak gdybał. Powiedziałam mu, że tego nie wiemy, a ja boję się że poronię znowu. W końcu zgodził się, ale powiedział żebym powtórzyła badania na antykoagulant tocznia i przeciwciała kardiolipidowe oraz, że na podstawie tych wyników zdecyduje na następnej wizycie czy dalej będę przyjmować clexane.  Po tej wizycie byłam bardzo zdegustowana. Myślałam, że problem szukania przyczyny poronień mam już za sobą, skoro dzięki heparynie udało mi się donosić ciążę. Nie rozumiałam dlaczego nagle mój lekarz zmienił zdanie, jednak z czasem domyśliłam się dlaczego, prawdopodobnie chodziło o refundację clexane, ale o tym napisze później.

Zrobiłam sobie badania i wyszły w normie. Niby powinnam się cieszyć, ale bałam się że lekarz odstawi mi zastrzyki i nieszczęście gotowe. W miedzy czasie dowiedziałam się od przyjaciółki, ze jej fryzjerka jest w ciąży i też bierze zastrzyki z clexane. Podobno z powodu poronienia miała zrobione badania genetyczne, które wykazały że ma trombofilię. Postanowiłam skontaktować się z jej lekarzem i umówić na wizytę. Ginekolog – Pani, po wysłuchaniu mojej historii powiedziała, że prowadzi już kilka pacjentek z trombofilią i że ja jestem prawdopodobnie następną. Pobrała mi próbki do badania, przepisała również euthyrox w dawce 25 mcg, gdyż wynik badań na poziom TSH znowu wyszedł mi w górnej granicy normy, a jak na ciąże to stanowczo za wysoki. Powiedziała również, że niezależnie od tego jaki będzie wynik badań genetycznych to nie powinnam odstawiać clexane. Nie mogłam się z nią nie zgodzić i tym sposobem zmieniłam lekarza prowadzącego moja ciążę.

 

5 comments for “Clexane ciąża siódma.

  1. Maj 9, 2014 at 3:29 am

    W wolnym czasie z chęcią przeglądam tą stronkę!

  2. Listopad 16, 2014 at 11:58 am

    Oto chodziło. Gratuluje autorowi

  3. monika
    Listopad 21, 2014 at 11:34 am

    to chyba pierwsza polska strona o mthfr, jak sie domyslasz tez mam tę mutacje homozygota C, niedawno urodziilam, po 4 latach staran udalo sie kolejne ivf. Mam synka. Zastanawiam sie, czy swoim dzieciom robilas badanie na mthfr? czesto mutacje tę wiąże sie z ZD i autyzmem….
    Niestety nie spotkalam jeszcze lekarza, który cokolwiek wiedzialby na temat tej mutacji :(

    • admin
      Listopad 21, 2014 at 9:21 pm

      Gratuluję synka. Niestety co do lekarzy masz rację nic nie wiedzą na temat tej mutacji. Zresztą genetycy też nie. Na moim wyniku badań genetycznych było napisane,by przyjmować większe ilości kwasu foliowego, który niestety nie jest przyswajalny przez organizmy osób dotkniętych tym problemem. Może wręcz szkodzić jeśli się skumuluje. Jeszcze nie badałam swoich synów, ale pewnie to zrobię. Może mają więcej szczęścia i nie odziedziczyli po mnie tej uszkodzonej kopii genu. Póki co rzeczywiście trochę martwi, mnie kwestia możliwego autyzmu u mojego niemowlaka. Starszy syn ma już 6 lat, więc jest już „bezpieczny”.

  4. Luty 26, 2015 at 5:00 pm

    No proszę. Autor plus 5.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *