Moja histroria – poronienie

Moja historia – poronienie

Moje problemy zdrowotne zaczęły się w zasadzie odkąd poszłam na studia: sesja, stres, dużo kawy i mało snu, do tego mała iskra zapalna w postaci sprzeczki z chłopakiem, dostałam pierwszego ataku nerwicy. Zdenerwowałam się bardzo, serce zaczęło mi mocno i szybko bić i dostałam duszności, ręce zaczęły mi drętwieć i zrobiło mi się słabo. Chłopak wezwał pogotowie, zanim przyjechało zacisnęły mi się ręce z powodu skurczu mięśni i nie mogłam mówić. Straszne uczucie. Myślałam, że mam zawał i zaraz umrę. Lekarz pogotowia zbadał mnie i stwierdził, że wszystko w porządku, dostałam zastrzyk rozkurczowy, po którym przez kilka dni bolał mnie „tyłek”. Poradzono mi również żebym się zgłosiła do poradni psychiatrycznej.

Tak też zrobiłam. Lekarz przepisał mi leki, nawet ze mną nie rozmawiając, nie tak to sobie wyobrażałam. Zaczęłam brać leki
i przez tydzień żyłam pół na jawie pół we śnie, ale podobno takie samopoczucie po kilku dniach miało się zmienić i ustabilizować. Wybrałam do końca opakowanie i poczułam się lepiej, wszystko się ustabilizowało.

Minęło kilka lat, moje życie było stabilne, czasami w okresie większego stresu piłam syrop z walerianą i brałam magnez, pomagało.

Skończyłam studia, zaczęłam pracować i wyszłam za mąż. Moje życie było piękne, bez problemów, byłam szczęśliwa. Oboje z mężem postanowiliśmy postarać się o dziecko. Zaczęłam się zdrowo odżywiać, rzuciłam papierosy i zaczęłam brać witaminy. W krótce zaczął spóźniać mi się okres 5 dni i postanowiłam zrobić test ciążowy i wyszedł pozytywny, bardzo się ucieszyłam, mąż też. Jednak nie minęły trzy dni i dostałam okres. Pomyślałam, że być może test był wadliwy, trudno. Wtedy jeszcze nie myślałam o poronieniu.  Po niedługim czasie znowu zaszłam w ciążę. Poszłam do lekarza, który to potwierdził, zlecił badania. Wszystko było w jak najlepszym porządku, ciąża przebiegała prawidłowo. W szesnastym tygodniu umówiłam się z lekarzem na usg 3 D. Nie mogłam się doczekać aż zobaczę swojego dzidziusia. Mąż towarzyszył mi w gabinecie. Byliśmy podekscytowani. Lekarz rozpoczął badanie i w ciszy przyglądał się monitorowi. Zaczęłam się niecierpliwić, więc zapytałam czy wszystko w porządku. Odparł, że niestety nie. Płód obumarł, czyli poronienie zatrzymane. Nie mogłam w to uwierzyć. „Żołądek podskoczył mi do gardła”, łzy zaczęły mi z oczu lecieć. Lekarz próbował mnie uspokoić, mówił że to się zdarza, dziecko miało rozszczep kręgosłupa, gdyby przeżyło to byłoby kaleką do końca życia.

Dostałam skierowanie na zabieg do szpitala. Po przyjęciu na oddział zbadało mnie ponownie dwóch lekarzy. Potwierdzili diagnozę. Dostałam tabletkę, wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy jaką. Powiedziano mi, że zabieg będzie później. Położyłam się na łóżku, czułam się jak bezradne dziecko. Po jakimś czasie strasznie zaczął mnie boleć brzuch, aż zaczęłam się zwijać. Pielęgniarka powiedziała mi, że tak ma być. Bardzo bolało. Poszłam do łazienki, gdyż miałam wrażenie, że potrzebuję się opróżnić i stało się – poroniłam. Płód wpadł do toalety. Nie wiedziałam co robić, więc poszłam do pielęgniarki, która zaprowadziła mnie do lekarza. lekarz zapytał mnie, czy mam płód do badania. Niby skąd? Nikt mi nie wyjaśnił co się będzie ze mną działo, ani co mam robić. Sama byłam w zbyt dużym szoku, żeby racjonalnie myśleć. Dostałam „głupiego Jasia” i zaprowadzono mnie na zabieg. Bardzo się bałam, gdyż pierwszy raz w życiu miałam mieć narkozę. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się z powrotem na sali. Miałam wrażenie, że zabieg trwał parę sekund. Ktoś zaczął mnie budzić, co mi bardzo przeszkadzało, tak dobrze się spało. Nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje. Bardzo dziwne uczucie, takie głębokie zamroczenie. Na drugi dzień zostałam wypisana do domu. Lekarze mi mówili żebym się nie przejmowała, że poronienia się często zdarzają i że następnym razem na pewno się uda. Dostałam zalecenie, by wstrzymać się pół roku z kolejnymi staraniami o dziecko, gdyż po poronieniu organizm musi mieć czas żeby się zregenerować. Byłam bardzo przybita tą całą sytuacją, mąż zresztą podobnie. Wszyscy nas pocieszali, rodzina, przyjaciele. Mówili, żeby się nie martwić, że już niedługo będziemy mieli dziecko.

Jednak to nie koniec trudnej i smutnej historii, po jakimś czasie dowiedziałam się co są poronienia nawykowe, o czym opowiem następnym razem.

Teraz po latach niemal już zapomniałam o tych silnych emocjach. To dzięki temu, że w końcu udało mi się urodzić po wielu próbach, zdrowego i kochanego dzidziusia, który całkowicie zmienił moje życie.

19 comments for “Moja histroria – poronienie

  1. Maj 20, 2014 at 5:56 pm

    bardzo fajny serwis. zajrzałam tu przypadkiem, ale chyba będę częściej odwiedzać. pozdrawiam

  2. maja
    Sierpień 10, 2014 at 2:20 pm

    bardzo mi przykro z powodu Twoich strat. ja jestem mamą dwóch aniołków, jestem homozygotą 1298mthfr. chciałam zapytać kiedy zdaignozowano u Ciebie mutację mthfr (który wariant?) już po twoich stratach? jak byłaś prowadzona w czasie ciąży? jakie leki przyjmowałas? pozdarwiam serdecznie!

    • admin
      Październik 28, 2014 at 9:02 pm

      Witam, przepraszam że odpowiadam dopiero dzisiaj. W badaniach stwierdzono że mam mutacje na pozycji 677CT heterozygota. W pierwszej donoszonej ciąży brałam folik 5 mg i zastrzyki clexane 0,2 ml, praktycznie od momentu gdy się dowiedziałam o ciąży. Pod koniec w 9 miesiącu zwiększono mi dawkę na 0,4 ml. W drugiej ciąży szczęśliwie donoszonej (lipiec 2014 :)) Na początku zanim spotkałam się z lekarzem brałam acard i folik bez recepty, później clexane 0,4 i euthyrox z uwagi na podwyższone tsh przez całą ciążę, z uwagi na źle działający enzym MTHFR, który odpowiada między innymi za procesy metylacji przyjmowałam całą ciążę femibion, jedyny suplement jaki znalazłam dla kobiet w ciąży z aktywną formą kwasu foliowego – metylofolian. Dla osób które mają mutacje na genie MTHFR zaleca się przyjmowanie metylowych form witamin zwłaszcza B9 – metylofolian i B12 metylokobalamina. Życzę powodzenia. Chętnie odpowiem jeśli masz jeszcze pytania.

    • emm25
      Luty 12, 2015 at 11:10 pm

      Witam! Ja również mam tą mutację mthrf 1298 homo.Czy udało Wam się urodzić z nią zdrowe dziecko i na jakich zaleceniach?

      • admin
        Luty 18, 2015 at 7:56 pm

        Witam, ja mam mutacje na pozycji 677 heterozygota. Mi udało się urodzić dwóch zdrowych chłopców, jednak całą ciążę brałam zastrzyki z clexane. Zalecenia dotyczące Pani mutacji różnią się od zaleceń przy mutacji na pozycji 677. Postaram się w najbliższych dniach dodać post z informacjami dotyczącymi mutacji na pozycji 1298. Jedynie na dzień dzisiejszy mogę polecić przyjmowanie suplementów dla kobiet planujących ciążę i w ciąży z aktywną formą kwasu foliowego – methylofolian. Jest on lepiej przyswajalny przez organizm i zapobiega wadą wrodzonym. Ja przyjmowałam femibion.

  3. Październik 15, 2014 at 9:22 pm

    Mam pytanko do autora – Jak myślisz co będzie dalej?

    • admin
      Październik 28, 2014 at 9:06 pm

      Wkrótce skończę opowiadanie oraz jak usytematyzuje wiedzę na temat mutacji na genie MTHFR podzielę się zdobytymi informacjami. Pozdrawiam

  4. Paulina
    Grudzień 3, 2014 at 12:16 am

    Witam:) mam homozygotę 1298 i już dwa razy poroniłam, dowiedziałam się o mutacji po poronieniach, mam pytanie odnośnie życia codziennego, czy przy takiej mutacji powinniśmy brać jakieś leki albo witaminy na co dzień, na całe życie? mam homicysteinę na pograniczu, nie wiem jak powinnam żyć z tą mutacją nie martwiąc się o problemy z krwią… I dodatkowo mam tą mutację, a to znaczy że mam ją od jednego z moich rodziców i też ją ma? może jakieś badania w tym kierunku również dla nich, aby nie mieli żadnych problemów.
    Jestem w trakcie studiowania na ten temat, ale dosyć to zagmatwane i wydaje mi się jakby nie było jednoznacznych odpowiedzi… Czekam z niecierpliwością na odpowiedź i nowe wpisy, pozdrawiam :)

  5. Magda
    Luty 20, 2015 at 9:30 pm

    Nie wiem jak Ci dziekowac za ta stronę , ja walczę 8 lat o dziecko, nie zachodziłam w ciąże wogole, potem invitro -w 8 tyg poroniłam, potem naturalna ciąża ale to chyba dlatego ze byłam jeszcze nafaszerowana hormonami po invitro- poroniłam w 8 tygodniu , 2 tygodnie temu dostałam wyniki iż mam MTHR /c677/postać heterozygotyczna, lekarz ginekolog stwierdził ze nie mam szans na dziecko, chyba ze wydarzy sie cud!! Moj świat runął ale zaczęłam szukać – tak łatwo nie odpuszczam ! I dzisiaj trafiłam na Twoja stronę!!! Tak bardzo Ci dziekujeeee, bo dałaś mi sile zeby jednak walczyć dalej !!!!

    • admin
      Luty 22, 2015 at 9:21 pm

      Witam, bardzo Ci współczuję i przykro mi, że ginekolog tak ci powiedział. To nie prawda. Nawet kobiety, które mają zmutowane obie kopie genu -homozygota, mogą donosić ciążę i urodzić zdrowe dziecko. Z jakiego jesteś miasta? Niedawno natknęłam się na forum, gdzie poruszony był temat lekarzy między innymi. Powinnaś jak najszybciej zapisać się na wizytę do hematologa, gdyż za pierwszym razem długo się czeka.

      • Magda
        Luty 23, 2015 at 5:32 pm

        Jestem z Warszawy, do hematologa ide wlasnie w najbliższa środę, ale chciałabym znaleźć ginekologa któremu temat nie bedzie obcy.Dziekuje Ci bardzo.Pozdrawiam serdecznie

      • admin
        Luty 25, 2015 at 6:44 pm

        W Warszawie przyjmuje doktor Jerzak, o której czytałam dużo dobrych opinii.

  6. Magda
    Luty 20, 2015 at 9:39 pm

    Czy mogłabys mi polecić jakiegoś lekarza który ma wiedzę na ten temat? Bede wdzieczna ogromnie

  7. Amelia
    Luty 23, 2015 at 9:27 pm

    Witam. I ja wertuje internet w tą i z powrotem w poszukiwaniu informacji o mthfr. Jestem po 2 poronieniach. Pierwsze początek 6 tygodnia, drugie 8 tygodnia. Kuzynka przekonała mnie do zrobienia badań w kierunku tej mutacji. Ona ma 667 i jest po 3 poronieniach. Potem 3 ciąze donoszone na Clexane. Mi badanie wykazało mutacją mthfr 1298 homozygota. Niestety juz sie na wlasnej skorze zorientowalam że lekarze nie mają pojęcia na ten temat. Genetyk stwierdził że ta mutacja nie ma nic wspólnego z ronianiem, hematolog nie do końca był przekonany ale ostatecznie zalecił zastrzyki z Clexane od momentu pozytywnego testu ciążowego. Odwiedzilam jeszcze ginekologa na NFZ. On jednak wytrzeszczył oczy wiec zaprzestalam zadawania pytań bo uznałam ze nie ma to sensu ale wybłagałam o recepte na Clexane. Niebawem wybieram się z mężem do prof Jerzak z Warszawy gdyż na necie wyczytałam że wie w czym rzecz. Jestem z Wrocławia i obecnie czekam na wizyte do dr Fuchs (ginekolog), ponoć też coś tam wie. Wszystkie badania hematologiczne (m.in. zespół antyfosfolipidowy) mam w normie. Homocysteina, kwas foliowy, wit. B12, insulina -ok. No i hormony również prawidłowe. Ale do 2 poronień już doszło wiec coś jest na rzeczy. Jak tylko zachodze w ciążę to odczuwam straszliwy ból nóg a dokładniej ud. Cos jak zakwasy. Nie robiąc nic czuje się jakbym godzinami trenowała na siłowni. Obecnie biorę kwas foliowy metylowany 15 mg który przysyła mi rodzina z Włoch. Na internecie można kupić 1 mg za ok 80 zł i 3 mg za ponad 300 zł. Zakupiłam tez przez internet wit. B6 i B12 również w formie metylowanej. Czy może odnalazłaś lekarza któremu nie jest obcy ten temat?

    • emm25
      Sierpień 7, 2015 at 10:24 am

      Witaj!
      Posiadam ta samą mutację co Ty. Jestem po 3 poronieniach. Mam 8 letniego synka którego urodziłam tylko na Fembionie. Problemy zaczęły się gdy zaczęłam starać się o drugie dziecko. Wybieram sie do Dr. Jerzak może ona mi pomoże bo zwykli gin nic tu nie zdziałają. Byłaś może już u niej masz jakieś wytyczne co do tej mutacji. Tak bardzo że chcę mieć drugie dziecko ale boję się że sytuacja się powtórzy.

  8. Magda
    Luty 25, 2015 at 8:43 pm

    Dziekuje Ci bardzoooo, wlasnie ostatnio myślałam o dr Jerzak:) słyszałam o niej kiedys, zapisze sie jak najszybciej. Ps. Hematolog odesłał mnie dzis do ginekologa, powiedział ze nic nie moze mi pomoc i ze on sie tym nie zajmuje :( ps.rece opadają mi czasami z tymi lekarzami:(((

    • Magda
      Luty 25, 2015 at 8:46 pm

      Wiem , ze w Wawie prof.Dębski zajmuje sie przypadkami z mutacja

  9. Basia
    Marzec 7, 2015 at 7:35 am

    Witam!wlasnie dowiedzialam sie ze jestem w ciazy.mam mutacja mthfr. Moja pierwsza ciaza byla obumarla w 12tyg.bardzo to przezylam.przez cały czas biore fembion.Boze jak sie boje!!!boje sie o to malutkie ziarenko!niewiem czy mam biec do poradni genetycznej czy fembion natal 1 wystarcza czy mam postarac sie o wieksze dawki folianow?pomocy?

  10. Niki
    Maj 12, 2015 at 12:30 pm

    Basiu, ja mam homozygotyczną mutację mthfr c677t.

    Po 3 stratach, kilka lat truta toksycznym dla mnie kwasem foliowym (w tym w ostatniej ciązy)) urodziłam super chłopaka :)

    Mam jeszcze niezbyt dużo wiedzy ale już ogarnęłam (co właśnie na sobie odczuwam), że foliany + metylokobalamina (b12) powodują uwolnienie tego co się nie oczyszczało w naszym organizmie. Piszę o tym żebyś zwróciła uwagę na to, że będą w ciąży nie możesz „przywalić” dużą dawką, tylko stopniowo zwiększać i nawet jeśli będziesz to robiła pod kontrolą lekarza musisz bacznie obserwować swój organizm i w przypadku pogorszenia samopoczucia zmniejszyć dawkę, bo twojemu maleństwu każdy detoks szkodzi.

    Trzymam kciuki za Was :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *